Polecane Strony:

vademecumtax.pl - rejestracja firm Poznań
elektron.zgora.com.pl - Czujnik poziomu wody
duks.pl - adwokat Gdańsk
dreszer-adamas.pl - kancelaria prawnicza Łódź
wgpr.pl - lawyer in poland
Zapraszamy.
A A A

królowa Pustyni - cz. 3

 

 

 

Rozwiązałem sznur i szybko skonstruowałem taką petardę, której lont można było podpalić zapałką. Halef przyglądał mi się bez słowa, chociaż nie rozumiał moich poczynań.
— Halefie, słyszałeś z pewnością o co chodzi — zwróciłem się do niego. — Muezin zapyta trzykrotnie, kto staje do walki z Fa-lehdem. Ja wyjdę jeszcze trochę wyżej na te skały. Gdy powiem „teraz zapal ten sznur. To wszystko.
— Sidi, chcesz więc rzeczywiście wdać się w walkę z olbrzymem? — zapytał zatroskany. — Lepiej nie rób tego! Po tym wszystkim, co usłyszeliśmy o Falehdzie musi to być straszny człowiek.
— Właśnie dlatego tak mnie nęci, aby spróbować swoich sił.
— Wakkif, zaprzestań panie! Nie wystawiaj Allacha na próbę! Musisz walczyć bez jednego błędu, jeżeli chcesz zobaczyć jutrznię następnego dnia!
— Nie byłoby to dla ciebie takie straszne! Byłbyś zwolniony od obowiązku nawrócenia mnie na religię Proroka — zażartowałem. — A więc spraw się dobrze. Przy słowie „teraz podpal ten sznur!
— Sidi, moja dusza zatapia się w smutku, gdy widzę, jak dążysz do pewnej zagłady. Ale pomszczę twoją śmierć w okrutny sposób, nawet gdyby ta zemsta zniszczyła mnie samego. Teraz możesz być pewny! Przyrzekam ci to ja: Hadżi Halef Omar Ben
Hadżi Abul Abbas Ibn...
Dalszego imienia nie byłem już w stanie usłyszeć. Szybko zacząłem wspinać się w górę. Udało mi się to bez większych przeszkód. Przybywszy na wybrane miejsce usiadłem i czekałem ze spokojem na dalsze wydarzenia.
Szejk Beni Abbas
U moich stóp leżały namioty duaru, których jednak nie mogłem rozróżnić ze względu na głęboką ciemność nocy. Tylko jedno miejsce było oświetlone - olbrzymi plac między namiotami -tam płonęło ognisko. To tu prawdopodobnie miała miejsce dżem-ma. Od czasu do czasu migające pochodnie oświetlały postać któregoś z mężczyzn, którzy siedzieli przy ognisku. Po lewej stronie poniżej mojej pozycji znajdowało się miejsce, gdzie Badija i Tarik z niecierpliwością oczekiwali na rozstrzygnięcia dżemmy, a dalej w lewo z pewnością były schody, które prowadziły do ruin. Musiałem dość długo czekać, nim w końcu zauważyłem przy ognisku ożywiony ruch. Zaraz też spojrzałem w kierunku schodów, gdzie jak przypuszczałem pojawi się postać muezina.
Rzeczywiście, schodząca w dół schodami postać trzymała w ręce podłużny przedmiot. Gdyby było jaśniej rozpoznałbym w nim z pewnością deskę z wyrytą na niej modlitwą. Był to wzywający do modłów muezin, który dokonywał wszelkich obwieszczeń. Jego postać odcinała się w nieokreślonych rysach od nieba nocy. Zobaczyłem, jak wspina się później po skalnych blokach, aż w końcu usadowił się zupełnie niedaleko mnie, aczkolwiek trochę poniżej.
Później zobaczyłem, jak podnosi prawą rękę. Usłyszeliśmy trzykrotne uderzenie w deskę, co wytwarzało jedyny w swoim rodzaju, głuch)', ale wszędzie docierający dźwięk. Natychmiast umilkły odgłosy i rozmowy, które docierały do nas niewyraźnie od strony obozu i zapanowała całkowita cisza.
Wiedziałem, że oczy wszystkich były teraz zwrócone na ruinę. I właśnie stamtąd dał się słyszeć głos muezina.
— Usłyszcie moje głosy i chwalcie Allacha! Tego, który rozjaśnia świat, a starości daje rozum i mądrość! Oto dżemma starszych zdecydowała, aby dać osieroconym Bem Sallah nowego szejka. Kto nim zostanie - odpowiedzcie prawowierni! Będzie nim Falehd, lub ten, kto zwycięży go w walce na śmierć i życie. Dlatego też usłyszycie trzykrotne pytanie o to, czy znajdzie się odważny, aby podjąć z nim walkę. Jeżeli trzecie pytanie pozostanie bez odpowiedzi, to Badija, nasza Khanum, będzie należeć do brata dawnego szejka.
Muezin zrobił małą teatralną przerwę i mówił dalej:
— Rozbrzmiewa więc pytanie po raz pierwszy. Czy jest ktoś, kto chce stoczyć walkę z Falehdem o posiadanie Khanum pustyni?
— Anet, ja! — rozległo się z przodu. Odpowiedź nadeszła tak nieoczekiwanie, że minęła dłuższa
chwila, zanim zdziwiony muezin przypomniał sobie o swoim obowiązku.
— Min intel Ismak eh, kim jesteś? Jak brzmi twoje imię?
— Ismi Hilal, Ibn es sa 'ika, jestem Hilal, Syn Błysku.
To musiało zadziwić wszystkich zebranych. Wiedzieli przecież,
że Hilal wyruszył w długą podróż. A teraz nagle rozległ się z ruin jego głos.
Odpowiedzią był żywiołowy pomruk powietrza, który dotarł również do nas na górze. Ale w dole usłyszałem też jeden wyraźny głos:
— Hilal powrócił! Chce walczyć z Falehdem. To nie może się stać! Zostaw mnie! Zostaw! Muszę tam iść!
To był z pewnością Tarik. Mogłem sobie teraz wyobrazić, jak będzie wyglądało spotkanie obu braci. Wstałem, bo teraz miała przyjść kolej na mnie. Beduini stopniowo ochłonęli ze zdziwienia, które wywołało wypowiedzenie imienia Hilal. Muezin rozpoczął formułkę po raz drugi:
— Posłuchajcie prawowierni! Znalazł się jeden śmiałek, dzielny behluwan, bohater, którego pożrę, jak słońce pożera wodę! — przerwał szyderczy głos, którego donośne brzmienie dotarło nawet do mnie w górze.
Kto to był? Z pewnością Falehd, brat zmarłego szejka. Teraz nie usłyszałem wśród tłumu żadnego pomruku. Czyżby zdziwienie lub obawa paraliżowały ich języki? W końcu wywołujący powiedział dalej:
— Moje pytanie rozbrzmiewa po raz drugi. Czy jest jeszcze ktoś, kto chciałby walczyć z Falehdem?
Właśnie chciałem głośno zakrzyknąć ,ja!, ale ktoś mnie w tym uprzedził.
— Tak! — odpowiedział jakiś głos na skałach pode mną.
— Kim jesteś?
— Tarik, drugi Syn Błysku.
Zdławiony krzyk kobiecy rozległ się gdzieś w pobliżu. To z pewnością Khanum. Ale jej krzyk zagłuszył głos Falehda:
— Podąży więc do otchłani dżehennahu za swoim bratem, gdzie będą lać łzy i lamentować przez całą wieczność! Pytaj dalej, mu-ezinie, czy znajdzie się trzeci tak szalony, aby chcieć ze mną stanąć w szranki.
Takich słów z pewnością nie słyszano jeszcze wśród Beni Sal-lah. Przerwano nawet muezinowi, co w oczach tych ludzi było jednym z

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 31 Następna »